kultura

Obrazy, dźwięki, wrażenia. Informacje i recenzje

Scoop

Scoop
Scoop

Wiosna Allena. Po dwóch ostatnich, czerstwych filmach nowojorskiego ekscentryka, wreszcie świeża, interesująca komedia kryminalna.

Nieporadny magik… Zaraz, zaraz, tak piszą w innych recenzjach, ale to nieprawda… Podstarzałego iluzjonistę o niebywałej intuicji, Sida Watermana (Allen), i uczestniczącą w jego seansie młodą i ambitną adeptkę dziennikarstwa (Johansson), zaszczyca wizytą z zaświatów niedawno zmarły stary wyga dziennikarski. Ma gorący temat, ale z oczywistych względów nie jest w stanie sam go wykorzystać. Całą nadzieję pokłada w niedoświadczonej, z czego rzecz jasna nie zdaje sobie sprawy, dziennikarce Sondrze Pransky.

Afera dotyka najznamienitszych głów Anglii – słynnym tarotowym mordercą ma być syn wpływowego i, co zazwyczaj idzie w parze, bogatego lorda. Problem w tym, że im dłużej bystra i rzutka Sondra przebywa z młodym paniczykiem, tym bardziej jest nim oczarowana i z tym mniejszym zapałem prowadzi swoje śledztwo. Tymczasem pierdołowaty, ględzący magik spod znaku “dajcie wy mi wszyscy święty spokój”, odegra rolę większą, niżby się mogło wydawać.

Niedokończone życie

Niedokończone życie
Niedokończone życie

Kiedy na półce wypożyczalni zobaczyłem film Lasse Hallströma (Kroniki portowe), z Robertem Redfordem (za dużo, by wymieniać) w roli głównej, wiedziałem, że ten tandem musiał wypiec coś dobrego. Jennifer Lopez zapewniała nieodzowną wisienkę dla upiększenia ciastka, a Morgan Freeman – dodatkową warstwę kremu. I w rzeczy samej, film jest smakowity.

Sceneria w stylu Redforda (m.in. Zaklinacz koni) – ranczo na południu Stanów, wokół miasteczka o nazwach kojarzących się z indiańskimi plemieniami; życie, które pozostawia ziemię pod paznokciami. Choć nie podzielam redfordowskiego zafascynowania kowbojstwem, dolina, w której leży ranczo, a także okoliczne góry, cieszą oko – zwłaszcza, że świetnie sfilmowane – i sprawiają, że chce się odetchnąć świeżością tego miejsca.

Niedokończone życie to jeden z tych filmów Redforda, które opowiadają o losach zwykłych ludzi. Einar jest starym kowbojem, synem imigrantów z któregoś ze skandynawskich krajów, twardym i upartym facetem. J.Lo. wcieliła się natomiast w rolę synowej Jean, znienawidzonej przez niego za, jak uważa, zabicie syna. Pewnego dnia opuszcza maltretującego ją chłopaka i, nie mając gdzie się podziać, wraca do teścia. Jak można się domyślić, powitanie do najcieplejszych nie należy. Lodu w sercu Einara nie stapia nawet, nieznana mu dotąd, wnuczka. Przynajmniej nie od razu…

***

Często można się spotkać z takim zdaniem: “Nie nadałem nazwy swojemu dziełu i bronię się przed nadawaniem mu jej, ponieważ to…”. I tu następuje jeden z poniższych powodów:

  • ograniczyłoby jego wymowę
  • zaburzyło jego postrzeganie
  • zbanalizowałoby treść
  • coś ucięło, wycięło, odcięło

Niech mi czytelnicy wybaczą truizm, ale nazwa z samej swej natury jest mniej pojemna od treści dzieła. Jeśli tak, to nie może go ograniczyć.

Jedynym zagrożeniem może być ignorancja odbiorcy, który zadowoli się samą nazwą i nie zapozna się z resztą, ale czy o takiego warto zabiegać?

Walka żywiołów

Walka żywiołów
Walka żywiołów

Kałamarnicę, wieloryba (angielski tytuł to The Squid and the Whale) oraz ich rodzinę poznajemy w przededniu rozpadu. Tata Bernard łoi skórę mamie Joan w tenisa, wykazując nadmierne zaangażowanie w grę i radość na myśl o pokonaniu partnerki życiowej.

Poznajemy go bliżej – samoluba, myślącego głównie o własnej karierze pisarskiej, a raczej jej niechcianym przedwczesnym zakończeniu, kreującego się na autorytet w dziedzinie literatury i z zapałem przeszczepiającego swój gust literacki starszemu synowi, zapatrzonemu w wielkiego tatę. Młodszy opiera się tym zabiegom, deklaruje iż jest “filistrem”, woli spędzać czas na lekcjach tenisa prowadzonych przez prostego trenera, Ivana.

Zdrada Joan staje się bezpośrednią przyczyną rozwodu. Pośrednią jest między innymi zazdrość Bernarda o sukcesy żony. Bernard wyprowadza się i wspólnie postanawiają, że synowie będą mieszkać u każdego z nich na zmianę. Szybko okazuje się, że pociechy mają jednak swoje preferencje (a może to raczej preferencje rodziców?). Starszy obiwinia matkę, buntuje się i postanawia zostać na stałe u ojca. Młodszy nie czuje się dobrze w “nowym domu”.

Międzynarodowe Triennale Grafiki

Bunkier Sztuki, Kraków. Zapłaciwszy jedynie 3 złote za studencki bilet wstępu, wkroczyłem do głównej sali. Pierwsze wrażenie negatywne. Jedna z prac – podzielona na różnokolorowe prostokąty przestrzeń, o pompatycznym tytule. Klasyka, oczywiście wyróżnienie, prawdopodobnie za subtelność przekazu – przekazu już prawie (albo w ogóle) w niej nie było. Inne równie mało komunikatywne. Ale już w kolejnych salach znalazłem coś dla siebie.

Moją uwagę zwróciły miedzy innymi prace takich artystów, jak: Sergi Castignani, Jurjen Ravenhorst, Kazou Inoue (niedocieniony “Epizod z celującym do celu” – łucznik celujący do wachlarza, a wachlarz wraz z trzymającą go kobietą na samym skraju grafiki), Antonio Segui, Susana Gandolfo, Peter Milton (i jego nastrojowe “Ukryte miasta”) oraz Ksawery Kaliski.

Manderlay

Manderlay
Manderlay

Słodka Grace znów w akcji! Widzowie Dogville pamiętają zapewne, że w pierwszej części "trylogii amerykańskiej" Larsa (von) Triera aż do samego, nieoczekiwanego zakończenia, stanowiła głównie obiekt agresji owego uroczego miasteczka. Tym razem Grace posiada wystarczającą siłę ognia by podyktować kolejnej napotkanej społeczności swoje własne warunki. Społeczność ta zamieszkuje plantację o nazwie Manderlay, znajdującą się w Alabamie, na południu Stanów Zjednoczonych, i dzieli się na dwie główne grupy (potem okaże się, że w istocie jest ich więcej) – czarnych niewolników i białych właścicieli ziemskich.

Są lata trzydzieste, niewolnictwo zniesiono 70 lat wcześniej, a na dodatek Grace nosi zobowiązujące imię, toteż nasza miła bohaterka postanawia okazać niewolnikom łaskę (niektórzy z nich stwierdzą jednak, że tylko robiła im łaskę) i wykorzystuje część gangsterów ojca do zaprowadzenia w Manderlay nowych porządków, opartych na światłej liberalnej postawie.

Sekretne życie dentysty

Sekretne życie dentysty
Sekretne życie dentysty

Czy zastanawialiście się co robią dentyści, gdy już opuścicie ich gabinet? Dentyści są przecież nudni - przez cały czas zaglądają tylko ludziom w zęby, niby lekarze, ale nawet cię nie zbadają. Mają jednak jedną istotną cechę - budzą strach. I właśnie ona została wykorzystana przez twórców filmu.

Został on oparty na powieści zatytułowanej Czas smutku (The Age of Grief), i często można go znaleźć w dziale "dramat". Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, ponieważ poza analizą życia rodziny, introspektywnym spojrzeniem na ich relacje, dostarcza on również wiele okazji do śmiechu (choćby scena wizji uwodzenia dentystki przez pielęgniarza i pacjenta - wszystko oczywiście na fotelu dentystycznym).

Na początku dowiadujemy się czemu bycie dentystą jest pasją głównego bohatera - Davida Hursta. Otóż zębów nie potrafi zniszczyć natura (a radzi sobie dobrze z ciałem czy koścmi), natomiast śmiertelnym dla nich zagrożeniem jest życie (na przykład pokarmy). Jesteście już w refleksyjnym nastroju, rozmyślając o dziwnych ścieżkach życia i śmierci? To dobrze, tak samo czuje się Hurst. Teraz reżyser dosypie jednak nieco grozy - pojawia się strzykawka z wielką igłą, maszyna do borowania zostaje wprowadzona na najwyższe obroty i wydaje przeraźliwy dźwięk, a palce pacjenta wrzynają się w skórzane oparcie fotela.

Pamiętnik

Pamiętnik
Pamiętnik

On - zwariowany biedak z południa Stanów, ona - dobrze ułożona panna z bogatego domu. Poznają się na wakacjach, są młodzi, hormony buzują, zauroczenie przeradza się w prawdziwą miłość. Na przeszkodzie ich związkowi stają jednak jej rodzice. Znacie to? Jeśli zdecydujecie się obejrzeć film Nicka Cassavetesa, będziecie zmuszeni wysłuchać tej opowieści jeszcze raz.

Do filmu Cassavetesa podszedłem z uwagą. Spodziewałem się inteligentnego kina o ludziach. Pamiętnik to jednak niewiele więcej niż do przesady ckliwa historia z wyświechtanym morałem. Moje wątpliwości wzbudził już sam początek filmu - zapatrzona w dal staruszka i nadlatujące nad jej okno ptaki. Kilka ujęć później owej staruszce tytułowy pamiętnik zaczyna czytać współmieszkaniec z domu starców. Nie trzeba być geniuszem by domyśleć się związku tej dwójki z młodymi i tragicznymi bohaterami pamiętnika - namiętnymi kochankami. Zresztą zaskoczeń nie będzie tu w ogóle.

Przegląd ukraińskich małych form filmowych "Ukraińska noc"

Ukraińska noc

Stowarzyszenie Wschodnia Perspektywa, Związek Ukraińców w Polsce, Fundacja Kultury Duchowej Pogranicza oraz Biblioteka Elbląska zapraszają na "Ukraińską noc" – przegląd ukraińskich małych form filmowych w Lublinie (2 czerwca, godz. 20.00 – Muszla Koncertowa w Ogrodzie Saskim), Krakowie (3 czerwca, godz. 20.00 - Galeria F.A.I.T., ul. Kamienna 6) i Elblągu (23 czerwca, godz. 20.00 – Biblioteka Elbląska, ul. św. Ducha 3/7).

Projekt jest nawiązaniem do kijowskiego festiwalu "Vidkryta nicz". W Kijowie festiwal trwa jedną noc, a projekcje odbywają się w plenerze. W nawiązaniu do tej tradycji pokażemy ukraińskie filmy pod otwartym czerwcowym niebem.

Jasminum

Jasminum
Jasminum

Najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego, który wszedł na ekrany pare dni temu, jest dla widza polskich filmów ożywczy. Nareszcie mądry, jednak pozbawiony dydaktycznego swądku, optymistyczny film (tutaj bardzo przypomina mi "U Pana Boga za piecem").

Jego wyjątkowość i urokliwość polega w dużej mierze na poetyckości - żyjący w zakonie o surowej regule, pachnący czereśnią, śliwą i czeremchą mnisi, mnich-kulturysta, mnich-kinoman oraz lewitujące kaczątka to tylko niektóre przykłady. Sugestywność Jasminum jest tak wielka, że pierwsze sceny chłonąłem z zapartym tchem, czekając tylko czym jeszcze zaskoczy mnie wyobraźnia twórcy (Kolski jest także autorem scenariusza).

W parze z przeogromną wyobraźnią idzie świetna realizacja - Gajos, Ferency i Pieczyński są w najlepszej formie, wyzbyci nawet swoich aktorskich manier, grający prawdziwie i subtelnie. Błyszczy też młoda, niezrównana Wiktoria Gąsiewska, bezpretensjonalnie grająca Eugenię (prosi żeby nie zdrabniać!). Zwracają uwagę, często u nas zaniedbywane, zdjęcia i montaż. Ferency, czyli brat Kleofas, filmowany zza niebieskiej szyby witraża, Natasza - konserwatorka obrazów, a po pracy twórczyni perfum (w tej roli Grażyna Błęcka-Kolska, której miły, trochę dziecinny głos, kontrastuje ze zdystansowanym, nieco krytycznym spojrzeniem) - zerkająca na krzątających się po podwórku braci przez uchylone okno, rzucające na nich snop światła.

Gdyby architektura w Helsinkach umarła

Architecture in Helsinki
In Case We Die

Architecture in Helsinki to mało znany w Polsce australijski - mimo nazwy - zespół o dosyć awangardowym brzmieniu. Inspirowane jest ono nurtem twee pop (utwory a la dziecięce piosenki). Chcielibyśmy jednak na tzw. polskiej scenie muzycznej zaobserwować regres w świat dziecka w takim stylu, jaki mogą zaoferować zwariowani muzyczni architekci. Byłby on na pewno lepszy od obecnego progresu (muzyki młodych - hopu-hipu, i przeciętniaków - miałkiego popu).

Wróćmy jednak do Architecture - słuchając albumu In Case We Die (2005 r.) odczuwa się jego muzyczną kompletność. Jest on napisany z gajcem, jak by powiedziały nasze babcie. Zabawnie, ale nie w taki sposób by pozostać jedynie dźwiękowym kuriozum.

Wystarczy być

Wystarczy być
Wystarczy być

Wszystko jest możliwe dla człowieka, który nie zna ludzkich ograniczeń - taki wniosek nasuwa się po obejrzeniu Wystarczy być (Being There) w reżyserii Hala Ashby'ego i według scenariusza Jerzego Kosińskiego.

Główny bohater, Chance (Peter Sellers) nie posiada nazwiska i nie wie jak wygląda świat rozciągający się poza ogrodem, w którym pracuje, oraz ekranem telewizora, w który uwielbia się wpatrywać. "I like to watch" - powtarza w filmie kilkakrotnie.

Pewnego dnia Stary Człowiek (Ojciec Chance'a? Tego nigdy się nie dowiemy), w którego posiadłości Chance jest zamknięty, umiera, a on sam zmuszony jest opuścić dom i wyruszyć w ten nieznany świat, w którym nie ma dokąd się udać.

Włócząc się po niezbyt bezpiecznej dzielnicy napotyka gang młodych czarnoskórych chłopców, których prowodyr, pełen wzburzenia, każe Chance'owi przekazać człowiekowi imieniem Raphael pewną buńczuczną wiadomość.

06.01.29 - Paha maa - Aku Louhimies

archetwist
2/3 filmu nadawałoby się za podstawę do recenzji na Movie Martyr
archetwist
krótko mówiąc cierpienie
archetwist
nie tylko bohaterów
archetwist
moje także
archetwist
mniej więcej po 2/3 się rozkręca
archetwist
ale zaczekajmy na infa
archetwist
mam tu trochę notatek
palik
ja też :)
archetwist
i pewną interpretację
palik
w tym jedno wielkie słowo
archetwist
jeszcze nieskładną

06.01.22 - Pod piaskiem - Francois Ozon

infrared
kazdy ozon taki jest?

archetwist
Basen i 8 kobiet są lepsze

archetwist
bardziej wielowarstwowe jak mi się wydaje

infrared
lepsze poniewaz?

infrared
zaskoczyles mnie teraz

archetwist
dlaczego?

infrared
bo dla mnie ten film ktory ogladalismy jest cholernie wielowarstwowy

archetwist
analiza kobiety, która straciła męża

infrared
nie czytaj wiecej opisow !:)

Film o' tok

Film o' tok to dyskusyjne spotkania filmowe prowadzone poprzez internet. To eksperyment, więc oczekujcie najgorszego.

Na czym to polega

Oglądamy wspólnie (choć w różnych miejscach kraju) ten sam film, a następnie wymieniamy się wrażeniami z nim związanymi. Filmy staramy się dobierać tak, by było o czym rozmawiać.