Wystarczy być

Wszystko jest możliwe dla człowieka, który nie zna ludzkich ograniczeń - taki wniosek nasuwa się po obejrzeniu Wystarczy być (Being There) w reżyserii Hala Ashby'ego i według scenariusza Jerzego Kosińskiego.

Główny bohater, Chance (Peter Sellers) nie posiada nazwiska i nie wie jak wygląda świat rozciągający się poza ogrodem, w którym pracuje, oraz ekranem telewizora, w który uwielbia się wpatrywać. "I like to watch" - powtarza w filmie kilkakrotnie.

Pewnego dnia Stary Człowiek (Ojciec Chance'a? Tego nigdy się nie dowiemy), w którego posiadłości Chance jest zamknięty, umiera, a on sam zmuszony jest opuścić dom i wyruszyć w ten nieznany świat, w którym nie ma dokąd się udać.

Włócząc się po niezbyt bezpiecznej dzielnicy napotyka gang młodych czarnoskórych chłopców, których prowodyr, pełen wzburzenia, każe Chance'owi przekazać człowiekowi imieniem Raphael pewną buńczuczną wiadomość. Mało rozgarnięty Chance do życia podchodzi z powagą, więc rzeczywiście wypytuje o Raphaela pierwszego napotkanego czarnoskórego, którego pewnie ma za członka tej samej "organizacji". Gdy jednak przypatrzeć się temu szukaniu Raphaela, znaleźć można pewną ciekawostkę - Rafael jest w Piśmie Świętym imieniem archanioła i znaczy "bóg uzdrawia". Archanioł towarzyszy młodemu Tobiaszowi w drodze i uzdrawia jego ojca. Czy Chance chce w ten sposób uzdrowić Starego Człowieka? Na to pytanie, i wiele podobnych które pojawią się podczas oglądania filmu, odpowiedź może być tylko taka, jaką stworzy widz.

Niezbyt szczęśliwym z początku, ale szczęśliwym w skutkach trafem, Chance (Szansa) zostaje gościem wpływowego bogacza Benjamina Randa i jego żony Eve Rand (Shirley MacLaine). Ograniczony umysłowo, nieskomplikowany ogrodnik, który nigdy nie otrzymał wykształcenia, ale nosi wytworne stroje pozostawione przez zmarłego, jawi się w oczach bogatej pary jako intrygujący i błyskotliwy biznesmen Chanceuy Ogrodnik. I w rzeczy samej "intrygujący" to słowo jakby stworzone specjalnie na potrzeby filmu.

Chance swoim niewzruszonym spokojem, jakby buddyjskim wyzwoleniem od pragnień, i otwartością zaskarbia sobie przyjaźń umierającego na białaczkę Randa i jego smutnej, samotnej żony. Udaje mu się poznać rosyjskiego ambasadora, który jest święcie przekonany, że Chanceuy świetnie zna rosyjski, oraz prezydenta, który bierze jego wypowiedzi na temat ogrodnictwa za subtelne metaforyczne analizy wytrawnego obserwatora sceny politycznej. Rand chce nawet uczynić Ogrodnika szefem jednego ze swoich przedsięwzięć.

Chance'a poznaje cała Ameryka, a iluzja, którą stworzyli sobie na jego temat sami ludzie, jest bardzo silna. Jedynym, który zachowuje zdrowy rozsądek jest osobisty lekarz Randa.

Film to nie tylko świetne role Sellersa i MacLaine - wiele kolorytu dodaje też muzyka, która momentami jest jakby w kontrze do obrazu (jak w pewnym sensie w kontrze do świata jest główny bohater) oraz wstawki z telewizji.

Wystarczy być nie byłby jednak intrygujący bez ostatnich scen, w których między innymi, podczas pogrzebu starego Randa, pada sławne już "życie jest stanem umysłu". Zdanie to jest także wyryte na filmowym grobowcu bogacza i na nagrobku Petera Sellersa, który zmarł w rok po nakręceniu filmu.

Później wydarza się rzecz niezwykła (pomysł na tę scenę przyszedł reżyserowi już w trakcie zdjęć), która każe nam pytać samych siebie: Czy jest tak jak myślę czy może właśnie stanąłem w rzędzie filmowych postaci dopuszczających się grzechu nadinterpretacji, tworzących iluzję?

Wydaje się, że autorzy filmu chcieli by jego sens pozostał niedopowiedziany. Podobno zresztą Peter Sellers miał producentom za złe, że zburzyli to niedopowiedzenie umieszczając obok napisów konkursowej i kinowej wersji filmu fragmenty niewykorzystanych scen. Sellers uważał nawet, że sprawiło to iż ostatecznie nie dostał Oskara, do którego był nominowany.

Niezależnie od tego czy finał filmu jest obrazem pozorów prawdy czy samej prawdy, czy reżyser chce nam dać racjonalistycznego prztyczka w nos czy mamy do czynienia z metafizyką, dzieło Ashby'ego pokazuje nam jak wielką mocą stwórczą jest myśl.

Wystarczy być, a resztę domyśleć. Bo życie jest stanem umysłu.

werdykt
fajność: 5
wybitność: 6
cytat
Życie jest stanem umysłu
tytuł oryginału
Being There
Portret użytkownika palik

nadinterpretacja

ha… muszę obejrzeć… uwielbiam sellersa, szczególnie jak nie gra inspektora z różowej pantery (co nie znaczy że w tej serii był zły)…

co do przemyśleń… myślę że nadinterpretacja była jest i będzie częścią życia każdego z nas… to chyba nawet dobrze że nie ma jednej obiektywnej prawdy ; co więcej w naszych czasach na własną ocenę ogromny wpływ ma ‘wykreowany’ przez media obraz danej sprawy … ale to mało odkrywcze chyba :).

Portret użytkownika archetwist

Życie jest stanem umysłu

Obiektywna prawda oczywiście istnieje, co nie znaczy, że zawsze ją znamy ;) .

Nadinterpretacja, albo właściwie autosugestia, ma w przypadku tego filmu szczególne znaczenie. Jeśli uważnie oglądniesz końcówkę filmu, to zobaczysz co miałem na myśli pisząc o “prztyczku”.

Bez wątpienia jednak w Wystarczy być nie chodzi tylko o pozory. “Życie jest stanem umysłu” już samo w sobie jest stwierdzeniem metafizycznym. Równocześnie wydaje mi się, że drugorzędne znaczenie ma czy wydarzenia o których wspominałem pokazują twórczą moc umysłu w sferze materialnej czy emocjonalno-duchowej. I tak ta moc jest zaprezentowana, i coś mi mówi, że nie chodzi tu tylko o kuglarskie sztuczki.

Przypomniało mi to tytuł książki o NLP “The Structure of Magic”. Książki nie czytałem, ale znam w zarysie. Wydaje mi się, że tytuł ma sugerować iż odkrycia w niej zaprezentowane są synonimem magii. Bo magią w sensie tworzenia kul ognistych nie są. Jednak skoro dzięki NLP można osiągać podobne (lub takie same) efekty jak w przypadku niektórych magicznych historii, to czy to nie jest do pewnego stopnia magia?

Tak samo jest, jak mi się wydaje, z ostatnią sceną Wystarczy być.

Portret użytkownika archetwist

Zarathustra

Przed chwilą skończyłem oglądać Wystarczy być po raz drugi. I tym razem puszczali o porze dla nietoperzy.

Pare dodatkowych obserwacji…

Kiedy Chance po raz pierwszy wychodzi z domu, pojawia się przeróbka (jak dowiedziałem się z Wikipedii, autorem tej przeróbki był Eumir Deodato) sławnego utworu Also sprach Zarathustra. Tu nasuwają mi się dwa skojarzenia. Pierwsze – oryginał został wykorzystany w Odysei kosmicznej 2001 Kubricka (o ile dobrze pamiętam, w scenie startu). Start do nowego życia, w nieznane, itp.

Poza tym, jak pamiętamy, komputer pokładowy w Odysei nosił imię HAL, a reżyserem Being there jest Hal Ashby :) .

I ostatnia rzecz, którą muszę lepiej przemyśleć, to oczywiście samo odwołanie do Also sprach Zarathustra Nietschego. Bóg nie żyje i te sprawy… Ciekawe, czy istnieje jakieś szerokie omówienie Wystarczy być, bo to bardzo pojemny znaczeniowo film. Ciarki przechodzą na myśl, ile jest w nim odwołań.

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.