Rzecz gustu
“Rzecz gustu” podbiło ludzkie umysły. Nie ma nic pewnego, a tym bardziej nic ciekawego nie da się powiedzieć w sztuce. Nic prócz własnych, oczywiście całkowicie subiektywnych, wrażeń. Wszystko jest “rzeczą gustu”, a że jak wiemy “o gustach się nie dyskutuje”, więc dyskusje są nie na miejscu (przy okazji, łacińskie “de gustibus non disputandum est” robi w sieci zawrotną karierą – wystarczy spojrzeć na Google, by się o tym przekonać).
Film przedstawiał jedynie wyuzdanie krwiożerczych pomysłów reżysera i polegał tylko na wyciągnięciu ze snów i myśli największego ludzkiego obrzydlistwa, ale podsumowaniem dyskusji nad nim pozostaje “rzecz gustu”. I sprawa załatwiona. Swoją drogą, to bardzo dzisiaj popularne wyciągać z umysłu brudy i prezentować je publiczności. Widocznie twórcom takich filmów (“Sin City”) wydaje się, że to samo w sobie ma jakąś wartość. Tymczasem owe brudy, w mniejszym lub większym stopniu, ma każdy. Są równie ciekawe i znaczące jak cyfrowy zapis spłukiwanej w toalecie kupy.