D750i - nowa zabawka

Dobrze mieć urodziny w wakacje – dzięki temu kumulują się przyjemne rzeczy. Jedną z nich jest Sony Ericsson D750i, kupiony w Erze. Czekałem długo, aż pojawią się sensowne rozwiązania umożliwiające słuchanie muzyki z komórki.

D750 obsługuje MP3 i wymienne karty pamięci o pojemności maksymalnie 2 GB. Inne jego zalety: wygląd, nie jest Nokią, 2-megapikselowy gadżet zwany aparatem fotograficznym, latarka potrafiąca nadawać świetlne sygnały S.O.S. (sic!), Bluetooth, całkowicie głosowe wybieranie numerów.

Rzeczony telefon to już mój trzeci Ericsson. Pierwszym był pomarańczowy R310s, wzmocniony telefon o oryginalnej stylistyce (do dziś zwraca na siebie uwagę). Potem już Sony Ericsson T630, który dość szybko znalazł nowego właściciela.

Ciekawostką jest, że D750i (stworzony dla T-Mobile) to hybryda “wnętrzności” K750i i obudowy W800i. Podobno zresztą jego możliwości, po zmianie wewnętrznego oprogramowania, dorównują możliwościom wiele droższego W800i. Nie udało mi się jednak tego sprawdzić, ponieważ zainstalowana wersja firmware'u nie jest podatna na zabiegi darmowych narzędzi dostępnych w sieci. Szkoda, bo dodatkową niedogodnością są nawrzucane przez Erę skróty do Omnix, stron z dzwonkami i innymi tego typu.

Szybki rozwój linii “W” Sony Ericssonów powoduje, że pojawia się coraz więcej akcesoriów przeznaczonych do tych telefonów (głośniczki podróżne, stacja dokująca z głośnikami, lepsze słuchawki), zupełnie jak w przypadku iPodów. Podobno zresztą niektórzy właściciele tych ostatnich zamieniają je na Ericssony-Walkmany – w końcu co dwa gadżety w jednym, to nie jeden.

A na dodatek D750 może służyć za pilota zdalnego sterowania. Dzięki aplikacji Bluetooth Remote Control Sony Ericssona można nawet tworzyć własne “profile” dla programów, którymi zamierzamy sterować. O ileż przyjemniejsze będzie teraz słuchanie Le Voyage Jean-Luca Ponty'ego. Z foobara. W łóżku.

Użytkownicy telefonów z Bluetooth, strzeżcie się. Możecie zostać zbludżakowani!