Złote nuty

Pół miliona dolarów na wzmacniacz, kable i głośniki? Czemu nie? Tylko po co?

Ostatni “Ozon” poświęcił dwie strony na opisanie naszych rodzimych firm audiofilskich i audiofilskiego rynku. Audiofil brzmi dumnie. Popularne ostatnio słowo, niegdyś w ogóle nie znane. Przyszła jednak moda. Tygodnik pisze o “znawcach dźwięku”. Tymczasem wydaje się, że o wiele poważniejszym komplementem jest nazwanie kogoś “znawcą muzyki”, a nie “znawcą dźwięku”.

Gdyby mnie kto zapytał, czy w prezencie od muzycznej rybki chciałbym dostać tytuł melomana czy też może tytuł audiofila, bez wachania wybrałbym ten pierwszy. Audiofilstwo, wyłapywanie większego zakresu dźwięków niż przeciętny słuchacz – to zupełnie mnie nie interesuje. Jest w muzyce i tak wiele warstw i przestrzeni. Wystarczająco wi­ele.

Znałem kiedyś człowieka, który uważał, że nie może słuchać muzyki zapisanej z próbkowaniem o częstotliwości 128 kilobitów na sekundę. Twierdził, że jakość do zniesienia zaczyna się od 196. Wydał masę pieniędzy na sprzęt. Teraz słucha na nim niewyszukanego techno…

Czy książki oceniamy po doborze czcionki, czy wedle ich treści?

Portret użytkownika krzysiek@palikowski.vel.pl

ton i smak

Myślę że dla niektórych słuchanie mp3 może być porównywalne z piciem taniego wina. Są ludzie, którzy potrafią wydać tysiące złotych na jedną butelkę. Tylko czy dzieje się to z miłości do wina, czy snobizmu? To zupełnie inna historia.

Gdybym miał za dużo kasy i budował dom, pewnie zrobiłbym w nim osobny pokój na słuchanie muzyki, o odpowiednich wymiarach (które się jakoś liczy zgodnie z zasadami akustyki), ze sprzętem na poziomie audiofilskim. Nie po to żeby komuś się chwalić, tylko po to żeby czasem móc się zamknąć na parę godzin i nacieszyć muzyką…

Co nie znaczy że bym zrezygnował z przenośnego czy komputerowego mp3 grajka – dla mnie to nie świętokradztwo :)

Sposób wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.