Scoop

Wiosna Allena. Po dwóch ostatnich, czerstwych filmach nowojorskiego ekscentryka, wreszcie świeża, interesująca komedia kryminalna.

Nieporadny magik… Zaraz, zaraz, tak piszą w innych recenzjach, ale to nieprawda… Podstarzałego iluzjonistę o niebywałej intuicji, Sida Watermana (Allen), i uczestniczącą w jego seansie młodą i ambitną adeptkę dziennikarstwa (Johansson), zaszczyca wizytą z zaświatów niedawno zmarły stary wyga dziennikarski. Ma gorący temat, ale z oczywistych względów nie jest w stanie sam go wykorzystać. Całą nadzieję pokłada w niedoświadczonej, z czego rzecz jasna nie zdaje sobie sprawy, dziennikarce Sondrze Pransky.

Afera dotyka najznamienitszych głów Anglii – słynnym tarotowym mordercą ma być syn wpływowego i, co zazwyczaj idzie w parze, bogatego lorda. Problem w tym, że im dłużej bystra i rzutka Sondra przebywa z młodym paniczykiem, tym bardziej jest nim oczarowana i z tym mniejszym zapałem prowadzi swoje śledztwo. Tymczasem pierdołowaty, ględzący magik spod znaku “dajcie wy mi wszyscy święty spokój”, odegra rolę większą, niżby się mogło wydawać.

Naturalna, na początku filmu jakby nawet nieporadna (co jest zrozumiałe, jeśli się wie, że reżyser nieznosi prób i dubli), Scarlett Johansson dodaje filmowi blasku. Jej urok, moim zdaniem, składa się z dwóch składników – uroczej cielesności okraszonej promiennym uśmiechem i nieco ironicznego dystansu. Gdyby nie Woody i, zwana przez niego muzą, Scarlett, ten (zwany przez rzesze “obrazem”) film nie byłby tak dobry. Powiedzmy to sobie szczerze – zamiast Hugh Jackmana mógłby wystąpić kto inny, a zrobiłoby to niewielką różnicę.

Przede mną – młodość, za mną – starość. Rzecz, powiedzielibyście, dosyć niecodzienna, ale ja mam na myśli rozkład osobników wśród publiczności. Grupa pierwsza przez cały seans wykazywała godną podziwu wstrzemięźliwość, wręcz pokorę, czyli typową dla Polaków reakcję na legendarne nazwisko. Raz tylko jednemu z nich wyrwał się z piersi rechot. Geriatryczna publiczność siedząca z tyłu miała już bardziej lekceważący stosunek do autora i chichotała bez oporów. A może to kwestia humoru?

Co by to nie było, Scoop jest wielce przyjemnym, przepełnionym efektownymi dialogami, powrotem Allena do formy. A w planach ma on nakręcenie w Hiszpanii kolejnego filmu ze Scarlett w roli głównej…

werdykt
cytat
~~Sid Waterman~~: Kocham cię. Naprawdę. Z całym szacunkiem, jesteś piękną osobą. Jesteś dumą swojej rasy.
Scoop
Scoop

W innej sprawie

Byłoby zupełnie miłe przeczytać o kulturze nie obliczonej także na sukces finansowy :).

Wiem, że zajmujesz się od dłuższego czasu opisywaniem wyłącznie filmów. Być może powstanie w końcu film, jak licencjonowany — wiemy, ale jak dotąd nie słyszałem aby jakiś był gotowy.

W tymże oczekiwaniu nieśmiało zasugeruję opis muzyki, i skieruję Twój wzrok np. na Allison Crowe. (Pojmuję dramatyczne skutki pisania o czymś, czego się nie chce opisywać, stąd nie nalegam: a nuż się spodoba…)

O proszę...!

Oto mała aktualizacja poprzedniej wypowiedzi. Wypada życzyć im powodzenia, a nam przyjemności z oglądania.

“A Story of Healing” już widziałem. Wzruszające, zwłaszcza epilog. Bardziej od “Pamiętnika”… ;)

Pozdrawiam.

Wybacz, że pozwolę sobie

Wybacz, że pozwolę sobie wyrazić jeszcze dość osobistą opinię.

Kiedyś widziałem wywiad z takim gościem: Mike Leigh. Stwierdził, że miał propozycje z Hollywoodu, ale nie skorzystał. Jak to? Ano, nie, bo musiałby zrezygnować ze swobody twórcy, jaką ma teraz. Ktoś by po prostu przyszedł i powiedział: słuchaj, zrób to może inaczej, zrób to tak i tak. Chodzi rzecz jasna o lepsze sprzedawanie się filmu. Ktoś wykłada duże pieniądze to wymaga, żeby zwróciły się z nawiązką.

Za swoją twórczą swobodę płaci jednak wysoką cenę, którą nie każdy na jego miejscu decyduje się ponieść: nie jest rozsławionym hollywoodzkim reżyserem, a jego filmy mają po prostu niski budżet.

Dramat twórcy? Niekoniecznie, może cnota :). Z jego filmów widziałem tylko najnowszy, tj. Verę Drake. Chciałbym zobaczyć poprzedni — Wszystko albo nic.

Jak sam mówił, w filmach nie stara się wymyślać sztucznych, pouczających zakończeń. Życie jest skomplikowane — na pewno nie jednoznaczne. Stąd jego filmy są niejednoznaczne. Kolejna ułożona historyjka? O nie! Zmusza do przemyśleń, do patrzenia i dostrzegania całej złożoności sytuacji. Widz po obejrzeniu filmu pozostaje z pytaniem, sprzecznymi racjami, z którym sam musi się uporać… a nawet nie musi, bo filmy poruszają trudne, kontrowersyjne problemy.

Co ciekawe jeszcze, w wywiadzie stwierdził, że wróży upadek Hollywood. Wielka pompa wszelkiego efekciarstwa po prostu kiedyś się znudzi. Nie będzie o czym kręcić filmów z serii X vs Y vs reszta świata. Czy ma rację? Te filmy już teraz są o niczym, mało istotne, kto X, a kto Y. Byle się działo, a na to są przecież pieniądze.

portret użytkownika archetwist

Ciekawa wypowiedź, ale ja

Ciekawa wypowiedź, ale ja sądzę, że hollywoodzki “model” jeszcze długo będzie efektywny, bo zaspokaja potrzeby szerokiej publiczności, a ona prawdopodobnie zawsze pozostanie… szeroka ;-) . Zresztą nie udawajmy takich świętych – przecież i nam zdarza się pewnie oglądnąc coś głupiego.

Poza tym Hollywood ma pewne zasługi – “podbudowa”. Tam lepiej znają Freuda, psychoanalizę, i potrafią z tej wiedzy korzystac, konstruując scenariusz. Jak wiele polscy krytycy mają do nadrobienia, przekonałem się oglądnąwszy Inland Empire Lyncha i porównawszy recenzje amerykańskie (oraz francuskie i brytyjskie) z recenzjami polskimi. Śmiem twierdzic, że większośc naszych krytyków filmu nie zrozumiała (co odbiło się na ocenach punktowych).

Jeszcze inny przypadek – Kinematograf Kłopotowskiego. Kiedy Kłopotowski przedstawia swoje teorie na temat sensu filmu, zaproszeni goście zwykle patrzą na niego jak na idiotę. Bo dla nich te sposoby patrzenia na “dzieło” są niedostępne (czemu się zresztą często dziwię).

Co do spraw “licencyjnych”, to dla mnie najważniejsze jest, czy film dobry, a nie czy “wolny”, czy “szybki”. Może myślę samolubnie, jak odbiorca, nie uwzględniając okołotwórczych mąk autorów… ;-)

Za propozycję muzyczną dziękuję – spróbuję zdobyc i posłuchac w wolnym czasie.

design www drupal

Za propozycję muzyczną

Za propozycję muzyczną dziękuję – spróbuję zdobyc i posłuchac w wolnym czasie.

Zdobycie nie stanowi problemu. Serwis jamendo dystrybuuje muzykę na otwartych licencjach. Można ją odsłuchiwać za pośrednictwem serwisu, bez pobierania na własny dysk. Przeglądając wiele propozycji wspomnianego serwisu wydała mi się ta osoba dostatecznie interesująca. Ale podobać się nie musi, nie wszystkim.

Tyle właściwie w kwestii formalnej. Resztę przeczytałem z uwagą i dziękuję za odpowiedź.

portret użytkownika archetwist

Nie zauważyłem wcześniej

Nie zauważyłem wcześniej możliwości pobierania i odsłuchiwania. Ciekawa strona.

design www drupal

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.