Nie chcą pieniędzy?

Przemysł fonograficzny nawołuje do zaprzestania nielegalnego pobierania muzyki z sieci. Grozi procesami sądowymi i innymi nieprzyjemnościami. Co jednak oferuje wzamian? Grozić i nawoływać jest łatwo, warto by było jednak pokazać jakieś inne, alternatywne dla piractwa, drogi.

W żartobliwym tekście The RIAA Prank John Hargrave naigrywa się z metod Recording Industry Association of America, organizacji znanej między innymi z takich akcji jak oskarżenie pewnej kobiety nieposiadającej komputera o rozpowszechnianie nielegalnych kopii utworów za pośrednictwem sieci peer to peer.

Hargrave dzwoni do RIAA z pytaniem co zrobić w sytuacji, gdy wysłuchał utworu nadesłanego e-mailem przez jego kolegę. Następnie wpada na pomysł skontaktowania się z Apple, właścicielem “wzorcowego” sklepu muzycznego (jeden utwór za niecałego dolara) i dowiaduje się, że ich usługi są dostępne tylko dla posiadaczy komputerów z małym jabłuszkiem w lewym górnym rogu monitora. Jegomość postanawia także zwrócić “skradzione” pieniądze firmie fonograficznej – niestety, przedstawiciel okradanej przez wszystkich i biednej firmy nie chce przyjąć – tak zapewne potrzebnego w ciężkiej sytuacji – czeku.

Oczywiście nas, Polaków, problemy z RIAA nie dotyczą, a problemy z przemysłem fonograficznym w ogóle – zdecydowanie mniej niż Amerykanów, jednak i u nas co pewien czas słyszy się głośne pohukiwania koncernów. Także i u nas wiele krążków chronionych jest za pomocą technologii DRM (nie sposób odtworzyć ich w komputerze inaczej niż za pomocą dołączonego, okropnego odtwarzacza).