Witryna nie jest już aktualizowana. Zapraszam na:

user warning: Unknown column 'source' in 'where clause' query: SELECT rid FROM path_redirect WHERE source = 'taxonomy/term/14' AND language IN ('', '') ORDER BY language DESC, source DESC, rid DESC in /home/archekrk/public_html/letwist.net/sites/all/modules/path_redirect/path_redirect.module on line 437.

ludzie

One Laptop Per Child

Od pewnego czasu po internecie krążą wiadomości na temat projektu One Laptop Per Child, stawiającego sobie za cel wyposażenie każdego dziecka z najbiedniejszych krajów świata w laptop, skonstruowany specjalnie dla potrzeb projektu. Oczami wyobraźni widzę już uśmiech na twarzach podnieconych internautów, geeków i innych czytelników o niezdrowych koputerowych skłonnościach. “Czyż świat nie byłby idealny, gdyby każdy, nawet biedne dziecko z Kenii, posiadał swój własny, jasnozielony i radosny komputer?” – pytają sami siebie i odpowiadają twierdząco (tak myślę).

Pobudzanie kreatywności, możliwość współpracy, dostęp do wiedzy i wiele innych tego typu idej ciśnie się na usta. Chwileczkę, czy nie upraszczamy trochę świata? Czy konstruktorzy tego zielonego cudeńka naprawdę wierzą, że każde biedne dziecko (podkreślam: dziecko) potrzebuje komputera? Czy wierzą, że naprawdę przyczyni się to do ich rozwoju w poniższych dziedzinach (cytat ze strony projektu):

***

Często można się spotkać z takim zdaniem: “Nie nadałem nazwy swojemu dziełu i bronię się przed nadawaniem mu jej, ponieważ to…”. I tu następuje jeden z poniższych powodów:

  • ograniczyłoby jego wymowę
  • zaburzyło jego postrzeganie
  • zbanalizowałoby treść
  • coś ucięło, wycięło, odcięło

Niech mi czytelnicy wybaczą truizm, ale nazwa z samej swej natury jest mniej pojemna od treści dzieła. Jeśli tak, to nie może go ograniczyć.

Jedynym zagrożeniem może być ignorancja odbiorcy, który zadowoli się samą nazwą i nie zapozna się z resztą, ale czy o takiego warto zabiegać?

Kopiąc w sieci

Wczoraj ukazał się w Wired bardzo ciekawy artykuł twórcy Blowfish, Bruce'a Schneiera na temat tzw. data mining czyli przechwytywania i analizowania dużej liczby danych krążących m.in. w internecie, które miałoby prowadzić do namierzania potencjalnych sprawców aktów terrorystycznych: Why Data Mining Won't Stop Terror.

Schneier podnosi ważną kwestię kompromisu między poziomem zabezpieczeń a prywatnością - uważa mianowicie, że dziś nie poświęca się prywatności w zamian za bezpieczeństwo, ale w zamian za nic (zapewne ma na myśli głównie USA). Dowodzi, że nawet niewyobrażalnie dokładny system przeznaczony do data mining i tak generowałby niewiarygodną ilość fałszywych alarmów, powodując zamieszanie i pożerając ogromne fundusze konieczne do sprawdzenia owych alarmów.

Prywatność czy bezpieczeństwo

Uregulowania prawne dotyczące internetu coraz ściślej opisują zasady poruszania się w cyberprzestrzeni. Niektórzy się cieszą, bo mniej niejasności, a inni sądzą, że im mniej państwo czy Wspólnota Europejska angażują się w działanie internetu, tym lepiej. Jak powiedziano, naturalną właściwością państwa jest dążenie do rozszerzania kontroli (nie mam tu na myśli paranoicznych wizji z Kaczyńskimi w roli głównej).

Wydaje się, że najrozsądniej byłoby uczynić z internetu niemiecką autostradę - taki wyjątek na prawnej mapie świata, gdzie kwitnąć może poczucie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa od błędu systemu. Tak, bo internet to nie tylko dziecko w sieci i Czy wiesz kto jest po drugiej stronie?. Dziecko jest w niebezpieczeństwie dopiero gdy opuści sieć i uda się na całkowicie realne spotkanie z panem z drugiej strony monitora.

Narysuj mi świnię, a powiem ci kim jesteś

Rysunek odsłaniający prawdziwe oblicze, szalony psychotest, którego uczestnicy muszą narysować online... świnię.

Polecamy koszmar

Polecamy koszmar

Przy okazji wielkich medialnych wydarzeń słyszy się często jak media same się chwalą za wspaniałe wypełnianie dziennikarskiej posługi (i jakby usprawiedliwiają za gadulstwo).

Ostatnio mogły się wykazać podczas relacjonowania "Tragedii w Katowicach", następnie podczas relacjonowania ruin, relacjonowania jak wyglądają ruiny po dwóch dniach, relacjonowania jak wyglądają po dniach trzech i w dniach następnych. Udało się także nakręcić kilka filmów dokumentalnych, "Rozmowy w toku" z tymi którzy przeżyli, wywiady, i tak dalej i tak dalej.

Prokudin-Gorski - kolorowe zdjęcia Rosji sprzed wieku

prokudin

W 1907 roku bracia Auguste Marie i Louis Jean Lumière zaprezentowali metodę na uzyskanie fotografii barwnych - autochrom. Niewielu ludzi wie jednak, że mniej więcej w tamtym okresie inny chemik, Sergiej Michajłowicz Prokudin-Gorski opracował własną metodę uzyskiwania kolorowych fotografii. Aparat, także jego pomysłu, w krótkich odstępach czasu robił serię 3 czarnobiałych zdjęć, każde z z użyciem innego filtra: niebieskiego, zielonego i czerwonego. Projektor, również wyposażony w odpowiednie filtry, wyświetlał zrekonstruowany, kolorowy obraz.

You are beautiful. I co dalej?

You Are Beautiful Rozmowa za pomocą kubków? Nie, nie chodzi o żadne wycinanie w kubkach dziurek i łączenie ich sznurkiem. Grupa You Are Beautiful stworzyła bardzo ciekawą "interaktywną" instalację, układając na ogrodzeniu - gdzieś w industrialnym krajobrazie - napis z plastikowych, jednorazowych kubków. Po trzech dniach przyszła pierwsza odpowiedź. A po niej kolejne. Rozmowa trwała niecałe pięć miesięcy (w każdym razie przez ten czas utrwalano ją na zdjęciach).

Reuters - Zdjęcia roku 2005

Reuters London Był Rok 2005 w oczach Google, a teraz przyszła pora na Rok 2005 w obiektywie Reutera. Zdecydowana większość zdjęć przedstawia tragedię - czasem ukrytą, czasem na pierwszym planie. Interesujące, że dziennikarze za wydarzenia ważne uznają przede wszystkim te tragiczne i negatywne. Czyżbyśmy rzeczywiście żyli w czasach niezwykłego rozkwitu przemocy? Czy przeszłość na pewno zawsze była taka różowa?

Historia kartek świątecznych

Z artykułu na Scotsman (Szkot) dowiedzieć się możemy, że pierwsza drukowana, “komercyjna” kartka świąteczna powstała w 1843 roku dzięki sir Henry'emu Cole (kosztowała szylinga, czyli – jak pisze Scotsman – dość sporo).

“Wynalazcą” kartki świątecznej jako takiej był jednak Szkot, Thomas Sturrock, który swoje pierwsze dzieło stworzył w 1841 roku. W artykule znaleźć można zdjęcie kartki z 1854 roku, przedstawiającej – dość szkaradnego lub dość szkaradnie – młodego chłopca. Scotsman zauważa, że żadna z tych dziewiętnasto­wiecznych kartek nie przedstawiała charakterystyc­znych, jak się nam dziś wydaje, symboli Świąt.

Rok 2005 w oczach Google

Google opublikował niedawno zestawienie najpopularniejszych wyszukań 2005 roku, wraz z omówieniami

Zapoznać się można na przykład z wykresem pokazującym jak wzrosła ilość wyszukań dotyczących Jana Pawła II w chwili ogłoszenia jego śmierci. Dowiemy się także, że Janet Jackson ma większą siłę przebicia niż huragan Katrina i tsunami, że bardzo wzrosła popularność Leonarda da Vinci – to pewnie za sprawą “jego” kodu, że ludzie bardziej sobie cenią BBC niż CNN oraz że ptasia grypa wciąż straszy.

Powyborcze

Cytat: <em>Wyjeżdżamy, ostatni gasi światło</em>

Komentarz: Nie wiem gdzie oni zamierzają to światło gasić, bo chyba nie sądzą, że ok. 54% Polaków będzie siedzieć po ciemku.

Złote nuty

Pół miliona dolarów na wzmacniacz, kable i głośniki? Czemu nie? Tylko po co?

Ostatni “Ozon” poświęcił dwie strony na opisanie naszych rodzimych firm audiofilskich i audiofilskiego rynku. Audiofil brzmi dumnie. Popularne ostatnio słowo, niegdyś w ogóle nie znane. Przyszła jednak moda. Tygodnik pisze o “znawcach dźwięku”. Tymczasem wydaje się, że o wiele poważniejszym komplementem jest nazwanie kogoś “znawcą muzyki”, a nie “znawcą dźwięku”.

Gdyby mnie kto zapytał, czy w prezencie od muzycznej rybki chciałbym dostać tytuł melomana czy też może tytuł audiofila, bez wachania wybrałbym ten pierwszy. Audiofilstwo, wyłapywanie większego zakresu dźwięków niż przeciętny słuchacz – to zupełnie mnie nie interesuje. Jest w muzyce i tak wiele warstw i przestrzeni. Wystarczająco wi­ele.

Legalnie

Na internetowych forach przeglądarki Opera, która jest programem typu adware, co pewien czas pojawiają się pytania z zakresu legalności. “Czy mogę legalnie używać bezpłatnej Opery w biurze?”, “Dostałem w promocji darmowy klucz usuwający wbudowane w Operę banery. Czy policja uwierzy mi, że nie uzyskałem go w sposób nielegalny?”. W jakim kraju my żyjemy? Czy kolejne dziwaczne prawno-podatkowe pomysły rządzących wywracają ludziom logikę do góry nogami? Norwegowie, autorzy Opery, nie wspominają nigdzie w oficjalnych dokumentach o możliwości używania Opery w biurze, ponieważ uważają to za oczywiste. Nie przyszłoby im do głowy (tak w każdym razie wynika z ich odpowiedzi na podobne pytania), że mogą powstawać tego typu niejasności.